sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 12 ,, You say I'm crazy Cause you don't think I know what you've done..''

I'm Not The Only One

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
straszne....
* Isabelle*
- To dosyć długa historia... związana z moją gorszą i straszą stroną... Nie lubię się nikomu żalić bo wtedy czuje się słaba...- tłumaczyłam z łzami w oczach.
- Nie jesteś słaba. Potrzebujesz po prostu pomocy ze strony przyjaciół. Opowiedz mi o tym.- Pocieszał mnie. Znowu.- jeżeli chcesz.- dodał po chwili.
- Mogę ci to opowiedzieć.... Gdy kiedyś wspominałam, że nie miałam przyjaciół kłamałam. Miał przyjaciółkę Lenę. Poznałyśmy się na kolacji z jej rodzicami. Nie ufałam jej, ale na następnej zgadałyśmy się co do naszego życia i okazała się mieć te same problemy. Nasza przyjaźń trwała około czterech lat. Tego dnia miałam się z nią spotkać. Chciałyśmy razem uciec do innego kraju. Obie nienawidziłyśmy Bradleya. Jego ojciec coś zdziałał i od tamtego dnia już jej nie spotkałam. - opowiadałam.
- To straszne... nie wiem co powiedzieć.
- Najlepiej daj mi skończyć. Razem wpadłyśmy w tarapaty. Narkotyki. Razem się ratowałyśmy. Skończyłyśmy z tym. Pomogła mi. W najgorszym czasie...
- Co się takiego stało?
- Miałyśmy wspólnego kolegę Dan'a. Był dilerem. Pewnego dnia, a właściwie wieczora zobaczyłam go jak podciął sobie żyły.- rozpłakałam się, a on przytulił mnie.
- Boże już nic nie mów.- mówił szeptem. -Rozumiem cie w stu procentach.
- Nic nie mogłam zrobić, kazał uciekać...- płakałam w jego objęciach.
- Tak mi przykro. Isabelle nie przejmuj się. List wyrzuć, spal czy nie wiem co.
- Nie mogę. On groził pozbyciem się Any i Alana.- zaczęło się. Atak. Nie mogłam oddychać, zapomniałam jak.
- Iss spokojnie... Oddychaj.- mówił łagodnie, ale wiedziałam. że boi się tak samo jak ja. Drzewa naprawdę oddalone o kilkanaście metrów stały koło mnie. - Złap jeden oddech, tak jak ja. Zapomnij o nie przyjemnościach i oprzyj się.- Powoli zaczęłam łapać ten jeden oddech. To było coś mega trudnego. Łzy leciały mi z oczu jak woda z rynny.
- Jestem tu.-szepnął.- Zrób dwa wdechy i załapiesz.- Tak też zrobiłam ostatnimi siłami. Udało się dwa razy, zaczęłam to robić płynnie, a chłopak odetchnął.
- Dz-dzię-dziękuję.- wydukałam z łzami w oczach.
- Nie ma za co.- odpowiedział i mnie przytulił.
- Boję się, że jak nie zgodzę z Bradem to Alanowi i Anie coś się stanie.- trzęsłam się.
- Wszystko będzie dobrze. Jutro pracujesz?- zapytał.
- Tak.
- Odbiorę cię i wybierzemy się gdzieś z bandą. Co ty na to?
- Sama nie wiem..
- Wiesz i jedziesz.
- Naprawdę to chyba nie zbyt dobry pomysł...
- Bo idealny koniec kropka. Wracając do dzisiaj to może cię odwiozę?
- Dam radę.
- Chodź nie marudź.- Zaprowadził mnie do samochodu. Pięknego samochodu. Jeżeli już się nim zachwycałam to zrobię to jeszcze raz. Stylowa skóra i ten czerwony kolor.
Otworzył mi drzwi za co mu podziękowałam. Bałam się komuś to mówić, ale najwidoczniej Bradley mnie śledzi. Napisał, że umawiam się z pedałami.
Jechaliśmy zaledwie kilka minut. Cisze przerywała jedynie muzyka grająca cicho w tle. W końcu dojechaliśmy. Zaprosiłam go do środka, ale ten nie skorzystał z zaproszenia. Ważne sprawy.

*Ranek, godzina 06:00*
Do mojej sypiali wpadały jasne promyki słońca co sprawiało, że czułam się jeszcze lepiej. Kilka minut temu zadzwonił okropny budzik. Ledwo co, ale wygramoliłam się z łóżeczka. Materac lekko zaskrzypiał. Otworzyłam szafę, a tam praktycznie kilka rzeczy.
- No nic.- powiedziałam do siebie. Wzięłam  koszulę w kolorowe kwiatki i ruszyłam do łazienki. Ciotka chyba przygotowywała śniadanie. Alan zapewne w pracy, ten to ma.
Spodnie leżały na pralce, podobnie zresztą do czystej bielizny. Jak zawsze zaczynam od przemycia twarzy i nałożenia makijażu. Po kilku minutach zmagań z buźką i włosami, ubierałam się. Jak ja kocham moje stare czarniuszki. Tak I'm crazy. Lub nie. Gdy już skończyłam poranną toaletę zeszłam na dół do kuchni.
- Dzień Dobry.- prawie krzyknęłam.
- Cześć, jak się spało?- zapytała Ane, bo Alan czytał gazetę.
- Dziękuje, mimo wczesnej pory dobrze.- odpowiedziałam
- Alan. Jeżeli to dla ciebie nie problem to zadzwoń do nich z propozycją kolacji. Jutro, zapamiętaj. - ciągnęła ciotka.
- Daj już spokój. Zaraz to załatwię, spokojnie.- zapewniał.
- Isabell jutro przychodzą do nas państwo Finnick. Jeżeli chcesz możesz z nami zjeść.- zaproponowała
- Oczywiście, że z chęcią z wami zjem. Mogę również coś ugotować. Niedziela wolna.- Tym razem pisnęłam z radości.
- Spokojnie dziewczyno.- mruknął Alan.
- Przepraszam.- szepnęłam.
- Ok, ja już muszę iść, Isabelle podwieźć cię?-gadał jak najęty.
- Skorzystam z propozycji.- przystałam.
- Proszę, kanapki na drogę i herbata w termosie.- wyskoczyła Ana.
- Dzięki ciociu- ucałowałam ją w czoło.
- No kochanie masz dzisiaj u mnie plusy.- zaśmiał się
Wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się do auta Alana. Było dosyć ładne, ale do samochodu Louisa nawet w calu nie dorównywało. Usiadłam z przodu podałam ulicę kawiarni i odjechaliśmy. Zbytnio Alan nie zagadywał, był skupiony na drodze. Jest bardzo zapracowanym mężczyzną, co kilka razy nawet ujrzałam. Dzisiejszy ranek był słoneczny co chyba dobrze życzyło dalszej części dnia. W dzieciństwie właśnie takie coś mnie pocieszało. Słońce. Przymknęłam lekko powieki, ponieważ promienie uwzięły się właśnie na mnie. Prawie usnęłam, jednak Alan bohater zatrzymał auto z piskiem.
- Wysiadaj.- fuknął.
- Ok, dzięki.- wysiadłam trzaskając drzwiami. Podbiegłam do drzwi i już chciałam je otworzyć gdy.......Bradley ścisnął moją dłoń na klamce. Pisnęłam z bólu.
- Gdzie się kochanie wybierasz?-zapytał szarpiąc mnie za łokieć.
- Daleko od ciebie.- fuknęłam.
- Nie tym tonem.- uderzył mnie z całej swojej siły w policzek. Z moich oczu lały się łzy bólu. Uderzał we wszystko. Myślałam, że to koniec, jednak uratowała mnie jedna jedyna osoba szefowa.
- Co się tu dzieję! Boże Isabelle! Nie martw się słonko zaraz dzwonie na policje- uciekając szepnął tylko to zdanie: ,, To nie koniec, pożałujesz ''.
*10 minut później*
Panna Emily obmywała krew z moich rąk, nóg i sama nie wiem już ile ich w ogóle było. Wszystko tak cholernie piekło. Czerwony policzek stał się bordowy. Sama już go oczyściłam i pożyczyłam od jakiejś innej pracownicy puder. Teraz było widać jedynie zaczerwienienie.
- Dziewczyno odpuść sobie dzisiaj pracę.- mówiła szefowa.
- Nigdy, dam radę i proszę nie dzwonić na policje. Ona nic nie da.- mruknęłam.
- Jak chcesz.- wyszła z magazynu, a ja za nią.
Dzień mijał mi dosyć szybko. Wszystko leciało mi z rąk. Pod sam koniec miałam dość, ale jeszcze bardziej się przyłożyłam. Zdziwienie w oczach Pani Emily było co raz to bardziej widać. Dziesięć minut przed końcem poszłam się przebrać. Zerknęłam na swoje odbicie w lustrze. Załamałam się. Mój policzek nie był ani czerwony ani różowy ani bordowy bo ciemno fioletowy. Łzy spływały po mojej twarzy niczym potok. Szybko jednak się ocknęłam i ogarnęłam. Pożegnałam się z resztą i wyszłam. Zaczęłam się nerwowo rozglądać. Bałam się. Tak strasznie się bałam, a gdy ktoś dotknął mnie od tyłu krzyknęłam.
- Jezus Isabelle nie chciałem cię wystraszyć. To ja Louis.- mówił, a ja się trzęsłam.- Boże co ci się stało w policzek???..................

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heej to ja Gaba xxx Przepraszam za spóźniony i beznadziejny rozdział. Chodzi mi o to, że gdybym rozwinęła teraz akcje to skończyłabym na 20 rozdziale. Sami wiecie o co chodzi. Dziękuje wam również za miłe komentarze pod 11. Oczywiście, że je przeczytałam, jednak nie miałam czasu odpisać. Obiecuję, iż od wtorku będę dodawać regularnie i zacznę odpisywać, a jak widzicie akcja za niedługo się rozwinie. Kocham was Gabaxxx
Ps. Next we wtorek lub środę. <3 :*



13 komentarzy:

  1. Super rozdział :)
    Akcja coraz bardziej się rozwija :) Oprócz tego z każdym rozdziałem poznajemy tajemnice bohaterów ^^
    Państwo Finnick... Skojarzyło mi się z moim ulubionym bohaterem Igrzysk Śmierci ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też xD Hahaha tak to jest z tymi imionami, nazwiskami.... Zajrzyj do bohaterów są nowi xD :* Dzięki kochana <3

      Usuń
    2. Oooo już biegnę zobaczyć ;)
      Niestety nie dam rady przeczytać dziś nowego rozdziału, ale postaram się szybko to nadrobić :)

      Usuń
  2. Wspaniały rozdział! Ugh... znowu ten idiota Bradley... żeby tak pobić dziewczynę to trzeba być niezłym chamem...
    Do nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego ja się nie załapałam na pierwszy lub drugi?

    Świetny ale to już wiesz misaczku!
    Niesamowita historia Is!
    Jak oni mogli rozdzielić przyjaciółki!?
    Jakiś dziwny ten Alan...
    Bradley to chuj, Bradley to chuj, la la la la ........
    A jak ciebie ktoś by pobił to też byś był taki szczęśliwy!?
    Dzielna Isabell,moja dziewczynka.
    Louis jak słodko, ale zacznij w końcu działać!
    Czekam na fantastyczny next<3!


    xxAlex

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje <3 Twoje komentarze są mega :*

      Usuń
  4. Jaki nie normalny! Do reszty mu odbiło! Dobrze, ze Lou jest :D
    ( jestem nowa xD przeczytałam wszystko dzisiaj i bardzo mi sie podoba :) )
    Czekam na kolejny i weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki <3 Cieszę się, że ci się podoba :* Nowa czytelniczka :*

      Usuń
  5. Super *-* Zostałaś nominowana do Liebster Avards :D szczegóły: http://allyouneedsislove3.blogspot.com/2015/01/liebster-avards.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpowiedzi
    1. Sorry zapomniałam, oczywiście, że wstawię.

      Usuń